Archiwum kategorii 'polityka międzynarodowa'

13
lis
08

Opcja jeden – zero

Rosyjski prezydent Dmitrij Miedwiediew ogłosił dziś na łamach francuskiej gazety ,,Le Figaro”, że gotów jest wycofać się z planów rozmieszczenia rakiet ,,Iskander” na terenie Obwodu Kaliningradzkiego w zamian za ostateczne pogrzebanie amerykańskiego projektu tarczy antyrakietowej przez prezydenta-elekta Baracka Obamę.

Tym samym Rosja rozochocona zwycięstwem wyborczym uległego wobec niej Obamy, przeniosła na wyższy poziom wielką kampanię nacisków mających za zadanie przestraszyć społeczeństwa zachodnie, aby te wywarły presję na ich głównego przywódce – prezydenta USA, by ten porzucił śmiały projekt Tarczy. Moskwa liczy na to, że spolegliwość a wręcz pacyfizm przyszłej głowy państwa w Stanach, ułatwi osiągnięcie sukcesu w tej materii.

Faktem jest, że tarcza antyrakietowa nie zagraża Rosji a jedynie jej interesom w Europie Środkowo-wschodniej. Miedwiediew nie może pozwolić, by nieoficjalna strefa wpływów rosyjskich cofnęła się za Bug, a biorąc pod uwagę powstające plany przyjęcia Gruzji i Ukrainy do NATO, dużo dalej. Oczywistością również jest, że rozmieszczenie rakiet Iskander wokół Kaliningradu nie zakończy się wojną atomową, ani zimną wojną, ani żadną inną wojną poza pyskówkami w mediach, ponieważ Rosji nie stać na walkę z Zachodem. Już raz przegrali i wiedzą, że następnym razem również by się tak stało.

Rosyjska propaganda ma na celu wmówić Europie, że Rosjanie są w stanie mierzyć się z potęgą zjednoczonego Zachodu, a tym samym mogą stawiać warunki Stanom Zjednoczonym. Chodzi o wbicie klina między UE a USA – jak możemy obserwować obecnie, realizacja tego planu posuwa się coraz szybciej naprzód. Pisałem już o tym kilka razy i powtórzę po raz wtóry – to, że Rosja jest w ogóle brana pod uwagę w sprawie Tarczy to i tak bardzo dużo, a wszystko dzięki ruskim szczekaczkom typu Russia Daily piorącym mózgi co mniej bystrym Europejczykom.

Opcja ,,zero”, o której mówi Miedwiediew, to kolejny myk propagandowy mający obronić rosyjskie interesy w naszym regionie. To oszustwo polegające na wmówieniu silniejszym państwom zachodnim, że są one słabsze od Moskwy. To w rzeczywistości opcja jeden – zero. Jeden dla Moskwy, zero dla Zachodu.

Podobne artykuły

* Wielikaja Rassija to tylko propaganda
* Mit o wielkiej Rosji obezwładnia Zachód

28
paź
08

Odrzucenie Traktatu z Lizbony w interesie Europy

W prowadzonej od jakiegoś czasu batalii promotorów i przeciwników Traktatu Lizbońskiego, pojawił się dziś nowy argument za jego przyjęciem. Co ciekawe, przedstawił go obywatel Irlandii – jedynego kraju członkowskiego UE, którego rząd sięgnął po najdemokratyczniejsze z narzędzi politycznych pod tytułem referendum, by zapytać się suwerena o zdanie na ten temat.

Europejskiego matrixa ciąg dalszy

Jak ogólnie wiadomo, naród irlandzki nie zgodził się na ratyfikację tego dokumentu. Powszechnie wiadomo też, że europejska administracja, nie zważając na zasady leżące u fundamentów europejskiej wspólnoty, żąda obecnie od Irlandczyków powtórzenia referendum. I to powtórzenia, które nareszcie przyniesie wynik zadowalający brukselskich urzędników. W tą akcję aktywnie włącza się irlandzki ,,ekspert” Tim Bourke, który na łamach dziennika “Irish Times” prezentuje opinię, że tylko zjednoczona Traktatem Lizbońskim Europa ma szansę cokolwiek osiągnąć w konflikcie energetycznym z Rosją. Ów specjalista swoją wypowiedzią przygotowuje grunt pod nowe referendum na Szmaragdowej Wyspie, które tym razem MUSI wypaść pomyślnie dla unijnej biurokracji.

Cyrograf Lizboński

Pogląd Tima Bourka jest całkowicie nietrafiony i mam nadzieję, że wynikający, nie ze złych intencji, a jedynie z nieumiejętności analitycznych owego badacza. Otóż Traktat Europejski ma ustanowić na naszym kontynencie nowe reguły legislacji unijnej – reguły, które można śmiało sprowadzić do jednej zasady. A owa zasada to prawo silniejszego. Oczywistym jest, które kraje będą miały najwięcej do powiedzenia w nowej, zreformowanej Unii. Tak samo oczywiste jest, jaką politykę względem Rosji owe państwa prowadzą. Czy przeciętny zjadacz bagietek w ogóle zwróci uwagę na los polskich rafinerii zagrożonych rosyjską dominacja? Powstaje metaforyczne pytanie – czy tym razem, w żywotnej dla interesów całej Europy sprawie, Francuzi będą chcieli umierać za Polskę? Czy Niemcy będą do tego skłonni? Odpowiedzi na to pytanie każdy polski obywatel powinien udzielić sobie sam. Dla mnie sprawa jest jasna – wspólna polityka energetyczna Unii pod przewodnictwem Berlina i Paryża to ugody z Rosją nad głowami Polaków.
Dla Irlandczyków owa kwestia powinna być równie jasna. Czy nieliczący się z ich zdaniem Merkel i Sarkozy nagle zaczną je brać pod uwagę w żywotnych dla Irlandii, a często sprzecznych z interesem Francji i Niemiec, sprawach? O nie, tak samo jak dla Polaków, tak dla irlandzkich obywateli jasnym powinno być, że wprowadzenie Traktatu Lizbońskiego to zjednoczenie okupione zniwelowaniem demokracji. To zgoda na wyższość racji kraju silniejszego, w sytuacji gdy ani Irlandia, ani Rzeczpospolita Polska krajami silnymi nie są. To wasalizacja i zdrada interesu narodowego owych państw.

Plan Kaczyńskiego

Zgoda na ów niewolniczy cyrograf to jednocześnie głupota oraz ignorancja. Przecież powstały projekty, mające potencjał chronić europejską energetykę o niebo lepiej, niż ów Świstek z Lizbony. Już dawno temu proponowany przez ludzi Kazimierza Marcinkiewicza, a dziś prezentowany w nowym opakowaniu przez ekipę Donalda Tuska, proponowany zapis w prawie UE, to remedium na zagrożenie unijnego rynku ropy naftowej i gazu.
Za Wirtualną Polską (9.10.2008): Podstawą proponowanego paktu solidarności energetycznej jest nowa definicja “sytuacji kryzysowej”. Obecny zapis, przewidujący reakcję UE w przypadku, gdy wystąpią “znaczące zakłócenia dostaw”, czyli 20% unijnego (UE-27) zapotrzebowania na gaz, Polska chce zastąpić regulacją uruchamiającą procedury w razie zagrożenia połowy planowanych dostaw dla pojedynczego państwa członkowskiego, bez względu na obszar czy potencjał ludnościowy.


To realizacja pomysłu Lecha Kaczyńskiego z 2005 roku, który zakładał stworzenie paktu energetycznego w Europie, mającego zapobiec rosyjskiej dominacji w europejskiej energetyce, a co za tym idzie w polityce wewnętrznej i zagranicznej krajów członkowskich. To koniec moskiewskich pogróżek i szantażów. To współpraca na uczciwych i demokratycznych zasadach. To przeciwieństwo Traktatu Lizbońskiego.

Prawo silniejszego czy prawo demokratyczne?

Narody Europy stoją dziś u progu wielkich zmian. Bardzo prawdopodobne, że europejska biurokracja po raz kolejny postąpi wbrew swemu prawu i nakaże obywatelom Irlandii po raz kolejny podejść do referendum. Wtedy o kierunku zmian zadecydują obywatele tego państwa. Losy Europy zależeć będą od małego kraiku, który dawniej był kojarzony jedynie z biedą i ziemniakami, a dziś stawiany jest za wzór mądrej polityki gospodarczej, która doprowadziła do prawdziwego rozkwitu na Szmaragdowej Wyspie. Miejmy nadzieje, że naród irlandzki wybierze zmiany na lepsze, przez co pokaże brukselskiej biurokracji, czym tak naprawdę jest demokracja. Tym samym pokaże czym jest wola narodu i po raz kolejny odrzuci ten bezużyteczny w każdej kwestii ,,dokument”. Zwycięży prawo silniejszego czy prawo demokratyczne? O tym przekonamy się już niebawem.


Podobne artykuły

Reblog this post [with Zemanta]



 

Czerwiec 2012
P W Ś C P S N
« gru    
 123
45678910
11121314151617
18192021222324
252627282930  
Czerwony Matrix to kłamstwo medialne, polityczne i społeczne promowane od kilkudziesięciu lat we wszystkich postępowych ośrodkach wpływu.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.